Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić lekcji jakiej nauczyło mnie jedenaście lat bycia właścicielem firmy. A lekcja ta w wielkim uproszczeniu może się sprowadzić do jednej kwestii: najbardziej powinniśmy bać się tego, czego nawet nie przeczuwamy. Zapraszam do przeczytania o „Czarnym Łabędziu” i roli nieprzewidywalności w prowadzeniu udanych interesów. 

Działam w biznesie już kilkanaście lat. Co przy zaledwie kilkudziesięciu latach życia daje niezły wynik. Niemal 25% mojego czasu na ziemi przeżyłem jako przedsiębiorca. Premium Consulting jest trzecią firmą, którą prowadzę i nigdy dotąd nie splajtowałem.

Jak udało mi się to osiągnąć? 

Przede wszystkim, powiedzmy sobie szczerze, miałem naprawdę dużo szczęścia. Nie wszystko bowiem dało się przewidzieć i zawczasu zapobiec katastrofom. Moi znajomi zaliczali spektakularne wpadki, a mnie udawało się przejść suchą stopą. Przynajmniej po dziś dzień.

Kawałek mojej własnej historii

Gdy zaczynałem pracę jako przedsiębiorca w 2003 roku największą bolączką naszej firmy, było kurczenie się sprzedaży świadczonych przez naszą firmę usług o 30% – rok do roku. Co przy trzech oddziałach firmy rodziło problemy z płynnością finansową, by koniec końców zaowocować rezygnacją z biura w Warszawie oraz Toruniu. Generalnie najbardziej obwialiśmy się w tamtym czasie, że nie wystarczy na pensje dla pracowników, czynsze za biura i wszystkie sprawy związane z utrzymaniem infrastruktury – na pewno wiesz co mam na myśli.

Gdy wszedłem do spółki firma już działała 7 lat i swoje najlepsze lata miała za sobą. Szczyt „potęgi” zaliczyła na przełomie stulecia. Koniecznie trzeba było coś z tym zrobić.

Przez trzy lata, gdy byłem wspólnikiem, martwiliśmy się szalenie o kwestie finansowe – z dzisiejszej perspektywy zupełnie niepotrzebnie. W owym czasie finansowe saldo pracy było wręcz bajońskie, bo dzięki zmobilizowaniu kreatywności i przeprowadzeniu restrukturyzacji firmy oraz wprowadzeniu nowych usług, efekt końcowy był bardziej niż zadowalający.

Natomiast prawdziwym problemem była słaba komunikacja między wspólnikami. To właśnie z jej powodu postanowiliśmy się biznesowo rozstać. Gdybym na wstępie dowiedział się, że zwyczajne kłopoty w komunikacji będą przyczyną, dla której wycofam się z danego biznesu, powiedziałbym, że to niemożliwe. Stawiałbym właśnie na problemy natury finansowej. A tak nie było.

Jak radzić sobie z nieprzewidywalnymi zagrożeniami?

Przede wszystkim, tak naprawdę możemy się odprężyć. Bieżące problemy niemal na pewno znajdą swoje pozytywne rozwiązanie. Czy to przez nasz „własny geniusz”, czy też przez inny splot korzystnych okoliczności, oraz co nie mniej ważne: zadziała efekt włożonej pracy, który zaowocuje bogatymi plonami. Zawsze tak było i myślę, że ta zasada nadal będzie działać: im więcej zasiejesz, tym więcej zbierzesz. 

Na co się przygotować?

Tak naprawdę trzeba przygotować się na zagrożenia, które wydają się z dzisiejszej perspektywy nierealne. Pierwszym z takich zagrożeń jakie trzeba wziąć pod uwagę jest sytuacja zdrowotna. Wszyscy ludzie mają tendencje do postrzegania siebie jako niezniszczalnych. Prawda jest jednak odmienna. Jesteśmy wyjątkowo narażeni na urazy, choroby i inne fizyczne niespodzianki.

Przed laty, w czasie studiów, pracowałem jako ratownik medyczny w zespole reanimacyjnym. Wielokrotnie brałem udział w akcjach ratunkowych, których celem było udzielenie pomocy właścicielom firm lub menedżerom. Do dziś tkwi mi w głowie dyrektor francuskiego koncernu, który po kolacji biznesowej dostał udaru mózgu. Gdy udzielaliśmy mu pomocy, leżał nieprzytomny na swoim hotelowym łóżku w garniturze z poprzedniego wieczoru. Z dnia na dzień trafiło go coś, czego zapewne nigdy nie brał pod uwagę swoich biznesowych kalkulacjach.

Nie wspomnę o ofiarach wypadków drogowych i innych katastrof życiowych, w stylu: padł i umarł, a był okazem zdrowia (lub tak się wydawało).

Nasim Taleb i „Czarny Łabędź”

Przypadek takiej całkowicie niespodziewanej katastrofy noblista Nasim Taleb nazywa „Czarnym Łabędziem”, czyli sytuacją która może mieć miejsce, ale której nie dało się przewidzieć.

Czym jest „Czarny Łabędź” Nasim Taleb. Czas trwania 4 minuty. 

Taleb uczula nas przed myśleniem, że mamy kontrolę nad wszystkim. Zwraca uwagę na nieuchronność wystąpienia zdarzeń, które mają potencjał katastrofy, a których nie bierzemy pod uwagę.

W praktyce biznesowej „czarny łabędź” może wystąpić na przykład w wyniku zamachu terrorystycznego. Czy ktokolwiek z Wall Street brał pod uwagę, że WTC zniknie z mapy świata w wyniku staranowania przez dwa uprowadzone samoloty? Naprawdę nie sądzę. Na pewno spierano się na temat wszystkich możliwych scenariuszy, z wyłączeniem właśnie tego.

zdjęcie-30

Fot. Mariusz Łodyga, sierpień 2001 rok. Nowy Jork (zdjęcie zrobiłem podczas lotu rekreacyjnego na parę tygodni przed zamachem). „Black Swan”. 

Czy ktokolwiek z linii lotniczych Malesia Airlaines mógł przewidzieć, że ich samoloty ulegną katastrofie dwa razy w jednym roku? Również nie sądzę... przykładami można by zapisać książkę.

Kryzys – Jak w praktyce unikać czarnych łabędzi?

Od lat staram się zapobiegać różnym kryzysom na polu biznesowym. Gdy inwestowałem na giełdzie w spółki, to dla równowagi zabezpieczałem swoje akcje zakupami złota. Dzięki czemu, w sytuacji krachu, moje straty były minimalne, ponieważ spadek wycen akcji zrównoważył skok cen złota w tamtym okresie. Poza tym nigdy nie inwestowałem więcej niż 33% swoich aktywów w giełdę, mimo, że w czasie hossy pokusa, by pójść na całość była ogromna.

Równolegle moi znajomi stracili kilkaset tysięcy złotych. Zwyczajnie nie rozważali czarnego scenariusza gdy hossa miała się świetnie. Nie zrozum mnie źle, to nie byli wariaci. To byli ludzie, którzy zwyczajnie mieli wrażenie, że panują nad sytuacją. Gdy jednak przychodzi krach, to wypadki dzieją się zbyt szybko i czasu na reakcje zwyczajnie brak.

W odniesieniu do zdrowia, będąc w sile wieku przewiduję jednak, że coś może pójść nie tak. Dlatego regularnie uprawiam sport i staram się racjonalnie odżywiać. Nie wiadomo czy zabezpieczy mnie to przed wszystkim, ale pozwala mi przynajmniej wykluczyć oczywiste spadki formy fizycznej wynikające z, na przykład: picia alkoholu lub palenia papierosów.

Swoją drogą, przypuszczam, że dla Steva Jobsa jego choroba musiała być całkowitym zaskoczeniem i prawdopodobnie nawet wypierał jej istnienie, kto wie, może nawet do samego końca.

Podsumowując:

Na co dzień staramy się zabezpieczyć przed zmaterializowaniem się naszych najgorszych obaw. Nie śpimy po nocach ponieważ boimy się plajty, utraty majątku, kontraktów, itp. A zabija nas tsunami podczas urlopu lub padamy ofiarą zestrzelenia przez prorosyjskich separatystów, lub prozaicznie dostajemy zawału.

Jeśli możesz, to zwolnij i zastanów się czy jesteś przygotowany na nieprzewidziane i mimo wszystko postaraj się przygotować na to plan. Nie napisałem tego artykułu by Cię wystraszyć. Piszę te słowa, by rzucić nieco światła na zakamarki, w których czai się problem, którego dziś nie dostrzegasz.

Chętnie również porozmawiam Z Tobą o Twoich niespodziewanych kryzysach.  Jeśli dopadł Cię już raz „Czarny Łabędź”, to koniecznie podziel się swoją historią poniżej w postaci komentarza 🙂

Zapraszam do rozmowy! 🙂

Mariusz Łodyga

Strateg, konsultant, trener – Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z marketingiem, sprzedażą, Public Relations oraz budowaniem wizerunku – personal & business branding. W biznesie od 15 lat. Założyciel i właściciel marki Premium Consulting. Przeprowadził ponad 250 projektów szkoleniowo-doradczych. Szkoli na zlecenie firm prywatnych, instytucji państwowych oraz uczelni wyższych. Doradza małym firmom, dużym korporacjom oraz urzędom państwowym.