Pewnie znasz to uczucie, które pojawia się gdy kończysz jakieś trudne zadanie. Tę mieszankę satysfakcji z ulgą. Satysfakcji wynikającej z poczucia sukcesu oraz ulgi wynikającej z faktu, że wreszcie możesz zadanie odhaczyć z listy i odpocząć.

Tak właśnie było z moim 2013r. Sukces plus dokonania oraz wielka radość, że już koniec harówki – można odpocząć.

Co się udało osiągnąć?

Praktycznie i wbrew wszystkim okolicznościom wypracowałem trzeci najlepszy wynik finansowy w 10 letniej historii mojej biznesowej działalności. Cieszy mnie to szczególnie, ponieważ jakby nie było, gdzieś tam w tle, ciągle jest gospodarczo niepewnie. Poza tym oczywiście, jak to w każdej grze: liczy się wynik. A bycie na pudle, nawet jeśli to tylko własne pudło, nadal jest bardzo miłe.

Co poza wynikiem finansowym?

Niesamowicie budujące jest to, że z niemałym sukcesem udało się wejść na rynek z nowymi produktami, zarówno swoimi, jak i też klientów, dla których pracuję. Każdy kto prowadzi biznes lub odpowiada za marketing doskonale wie, że sam pomysł to tylko pomysł. Bez realizacji nic z tego nie wynika. Bardzo mnie cieszy, że te pomysły, które miałem zostały przełożone na konkretne rezultaty.

Jak to się udało zrobić?

Pierwszym i kluczowym elementem każdego udanego biznesu jest planowanie strategiczne. W moim przypadku było podobnie. Konsekwentne ale też i elastyczne realizowanie opracowanej strategii dało tak pozytywne owoce. Czy to oznacza, że wszystko było idealne? Ależ skąd. Bywały chwile, w których wiedza i narzędzia potrzebowały nieco twardych dowodów na to, że „to działa”.  Próba „wiary” w biznesowej praktyce.

Na co postawiłem w 2013 roku?

  • Ze wszystkich narzędzi jakimi się posługiwałem bezwględnym zwycięzcą został po raz kolejny Kontent Marketing. To dzięki niemu sprzedaż produktów odbywała się na bieżąco i bez problemów. Mogłem nawet pozwolić sobie na: „Dziękuję, nie jestem zainteresowany tym projektem.”  Każdy, kto prowadzi własną firmę rozumie ten komfort.  Dzięki pisaniu artykułów oraz bloga słowa przekładały się na konkretne zlecenia w koszyku zamówień.
  • Drugim wygranym w tym plebiscycie był temat grafiki. Grafiki rozumianej jako tło uprawianej przeze mnie komunikacji. Spójność i konsekwencja w tym przypadku zaowocowała wzmacnianiem wizerunku osobistego, lepszą czytelnością strony www i wreszcie większą konwersją ze strony dużych klientów. Digitalna mowa ciała zadziałała bez zarzutu.
  • Trzecim elementem było wykorzystanie social mediów. Nie potrafię dziś sobie wyobraźić działania w biznesie bez wykorzystywania mediów społecznościowych do komunikacji z otoczeniem biznesu. Największym moim wygranym w dziale social media został: e-mail marketing. Zdecydowanie najbardziej konwertujący i bez jakichkolwiek wątpliwości zarabiający kanał socialowy. Fejs przy dobrym mailingu się chowa. Zwłaszcza gdy egde rank ciągle utrudnia pracę.

Na co będę stawiał w 2014?

 #1. W dalszym ciągu będę na pierwszym miejscu stawiał na marketing treści. W planach jest utrzymywanie regularności w blogowaniu. To niesamowite jak wielu ludzi biznesu czyta mojego niszowego bloga. Gdy zaczynałem go pisać, nawet mi do głowy nie przyszło, że w gronie czytelników będę miał pracowników z globanych marek. Skąd o tym wiem? No cóż, big data zawitała pod strzechy. Dziś 40 procent firm ma stałe IP dzięki czemu markterzy (również ja), już wiedzą, kto, co i nawet kiedy był na stronie www. Rok temu mówiłem o tym jako o pewnej futurologii, dziś sam już korzystam z narzędzi do szczegółowego monitoringu ruchu na stronie www.

#2. Będę budował komunikację w social media. Stopniowo będę zastępował fejsa (słaba konwersja w B2B) na rzecz budowania list mailingowych. Dla czystej przyjemności pozostanę z TT, bo to trzymający się bastion ciekawych osobowości. Mam nadzieję, że tak na razie pozostanie.

 #3. 2014 rok będzie również rokiem dalszego testowania marketing automation oraz remarketingu/retargetingu. Sam jestem ciekaw jakie rezultaty to przyniesie w przypadku usług konsultingowych. Pierwsze testy wypadają obiecująco.

#4.  Pojawią się również nowe produkty konsultingowe. Na ten moment jednak nic więcej nie powiem. Jakieś niespodzianki muszą być. 😉

Podsumowanie: 

  • Zarówno w życiu, jaki i w biznesie ważne jest, by wiedzieć dokąd się zmierza zanim rozpocznie się podróż. Planuj działania nim podejmiesz aktywność.
  • Nic nie liczy się bardziej od efektywności w biznesowym świecie. Można budować sobie ego poprzez pusty społecznościowy zasięg, można też wysyłać odpowiedni komunikat do bardzo precyzyjnie wyselekcjonowanej grupy docelowej. To drugie rozwiązanie przekłada się na przychody.
  • Cały czas testuj nowe rozwiązania. Będziesz zaskoczony jak często wystarczą małe korekty, by coś co było do niczego zaczęło na siebie zarabiać. Mój pierwszy mailing miał 33% otwieralność i zaledwie 0.43% klikalność. Po korekcie i dostowaniu się do wniosków z pierwszych nieudanych wysyłek sześć kolejnych zarobiło łącznie 40 tysięcy netto (otwieralność 93% a maksymalna klikalność nawet 59.85%). Można by rzec: „Dużo nie dużo, piechotą nie chodzi” – Permanentna optymalizacja…is King.
  • Nigdy nie żałuj kapitału na branding. Każda złotówka, którą zainwestowałem w kreowanie swojej marki dała mi 1000% zysku. Zatem nie bój się, branding to nie koszt, to inwestycja o wysokiej stopie zwrotu.
  • Nie myśl, że sam potrafisz zrobić wszystko. Mądrze deleguj zadania. Liderzy mają znakomitych podwykonawców. Nawet największe światowe marki nie produkują same swoich produktów. Od czego są „małe chińskie rączki”? Twoja głowa w tym, by wiedzieć do czego ci są potrzebne te „rączki”.
Mariusz Łodyga

Strateg, konsultant, trener – Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z marketingiem, sprzedażą, Public Relations oraz budowaniem wizerunku – personal & business branding. W biznesie od 15 lat. Założyciel i właściciel marki Premium Consulting. Przeprowadził ponad 250 projektów szkoleniowo-doradczych. Szkoli na zlecenie firm prywatnych, instytucji państwowych oraz uczelni wyższych. Doradza małym firmom, dużym korporacjom oraz urzędom państwowym.